Czy znacie to uczucie kiedy wydaje się, że ktoś odciął wam dopływ tlenu. Nie na minutę, dwie czy nawet dziesięć ale na tydzień, dwa lub miesiąc?
Wydaje się, że wasze ciało zawieszone w czasoprzestrzeni bezmyślnie wykonuje czynności, których jest nauczone jednak robi to zupełnie bez waszej woli?
Staje się tak wtedy, kiedy to co wydaje się najważniejsze w życiu a w zasadzie los tego czegoś lub kogoś jest zaupełnie od nas nie zależny.
I tak właśnie zawieszony czuję się każdego dnia od dłuższego czasu.
To samo uczucie towarzyszyło mojemu dzisiejszemu przebudzeniu. Kolejne uczucie, które regularnie towarzyszy mi przy wstawaniu to ból głowy wywołany wypitym dnia zeszłego alkoholem. Dzisiaj miałem dla siebie trochę więcej wyrozumiałości. W końcu wczoraj witaliśmy nowy rok. Nie jest to dla mnie okres przemyśleń, radości, przemian, postanowień ani innych kojarzących się z tym okresem przyjemności lub smutków. Jedyne co dla mnie sie zmienia to cyfra w kalendarzu, a za której to zmiany przyczyną czuję się co raz bliższy wyjaśnienia sprawy dwóch torów przyszłości Pana Nosa. Dzień upływa na rozmyślaniu. Przemyśleń tych nie będę tu przytaczał gdyż ich lektura mogłaby doprowadzić kogoś do depresji. Miałem nadzieję wyspać się w ciągu dnia, gdyż dziś czeka mnie praca na nocnej zmianie, ale jak zwykle odkładałem to na później i nic z tego nie wyszło. Ubieram się, łapie klucze do auta, torbę i wychodzę.
Śnieg. Mróz. Samochód po raz kolejny zimny jak pies, a jakby tego jeszcze było mało muszę go odlodzić. Jest to jedno z zajęć, które mieści się na liście najbardziej znienawidzonych. Nie wiem nawet jak długa jest ta lista. Mam wrażenie, że jeśli to wszystko będzie się dalej toczyło tak jak się toczy to na liście tej znajdą się wszystkie czynności jakie tylko sobie można sobie wyobrazić. Niedługo chyba całe życie mi obrzydnie. Jadąc samochodem dalej rozmyślam. Przemierzając wąskie oblodzone uliczki dla zabawy wprowadzam auto w poślizg skręcając koła i dodając gazu. Jak pisałem wcześniej czynności te wykonywane są machinalnie gdyż umysł zdaje się być zupełnie gdzie indziej niż w mojej głowie a nawet w samochodzie. Myślę o tym co by się stało gdybym zniknął. Gdbyby po prostu mnie nie było. Myślę, że nikomu nie zrobiło by to specjalnej różnicy a kilka osób byłoby nawet zadowolone. No ale na ich szkodę będą musieli się trochę jeszcze pomęczyć. To tyle. Docieram do pracy i choć wykonywana w ten dziwny letargiczny sposób pozwala na kilka chwil zapomnieć...