Otwieram oczy. To już czwarty raz tej nocy. Spoglądam na telefon aby upewnić się czy nie dzwoniła, napisała lub chociaż puściła sygnał. Zamiast tego spostrzegam, że już 4.50. Budzik zacznie dzwonić za 10 minut. Może to i lepiej, że ta noc się kończy. Nie wiem czy mieliście kiedyś do czynienia z bezsennością, ale mi dokucza bardzo często. Nieustanne przewracanie się z boku na bok jest niezwykle męczące. Męczące psychicznie. Zazwyczaj przez jakieś piętnaście minut koncentruje się na tym żeby zasnąć co oczywiście zgodnie z powszechnie znaną zasadą nie przynosi rezultatu. Potem moje myśli powoli oddalają się w stronę dręczących mnie problemów i rozterek. Dopatrując się coraz to bardziej martwiących mnie szczegółów stresuję się coraz bardziej co sprawia, że jeszcze mocniej się rozbudzam. Po około 30 minutach takiego leżenia, odkrywam nagle, że chce mi się pić, jeść, że mam za długie paznokcie, lub jakąkolwiek inną głupotę, która zmusza mnie do zwleczenia tyłka z łóżka. Kiedy wracam sytuacja się powtarza. I kiedy jest już rano zdaje sobie sprawę, że większą część nocy przespałem lub raczej przedrzemałem ale mam wrażenie jakbym po prostu bezsennie przeleżał ją w łóżku.
Wracając do tematu podnoszę się i wędruję do łazienki i z niepokojem spoglądam w lustro. No tak, trzeba się będzie ogolić. Nie muszę chyba wspominać, iż wykonywanie takiej czynności o godzinie piątej rano w sobotę po nieprzespanej nocy jest wyjątkowo niebezpieczne.No ale trudno, z lekkim lękiem chwytam maszynkę i staram się nie zamykać oczu. Po kąpieli zbiegam na dół i w biegu zjadam kanapkę i popijam dwoma łykami gorącej kawy. Ubieram się i wychodzę. Mróz. Nie ma chyba gorszego połączenia niż zimno i niewyspanie. Udaje się do samochodu, w którym żółta lampka przypomina mi o tym, że dzisiaj znów będę musiał zostawić pare groszy na stacji benzynowej. Kiedy szczęśliwie swoim wozem, który temperaturą i kolorem przypomina lodówkę docieram do stacji pojawia się pierwsze tego dnia miłem zaskocznie. Zamek od baku zamarzł.
- Kurwa mać! Kurwa, kurwa, kurwa - towarzyszyło rytmicznemu uderzaniu pięścią w klapkę wlewu paliwa.
W końcu kryjąc się przed obsługą stacji podgrzałem kluczyk zapalniczką i ... udało się.
Bak zdaje się nie mieć dna a ja obserwuje licznik. Czemu należność miga tak szybko a ilość paliwa tak wolno?
Kiedy pistolet pyknął popatrzyłem jeszcze raz na licznik.
-Kurwa mać - powiedziałem.
Kiedy wszedłem do biura poczułem się trochę uspokojony. Praca ostatnio pomaga mi zapomnieć o problemach, ale jak za złość dziś jest jej wyjątkowo mało. Tak jakby specjalnie. Żebym mógł wszystko rozpamiętywać. Czuje się strasznie senny i tak jakbym nie dowierzał w realność wykonywanych przeze mnie czynności służbowych. Po dwa razy upewniam sie, że to co robiłem było na prawdę i to nie był sen.
Pan Nos
Koniec części pierwszej.