Historia Pana Nosa
2007-12-27 17:38:20
Blog ten, opisuje perypetie postaci, której autentyczność dla większości pozostanie zagadką.
Na początku zaprezentuję dwie wizje przyszłości Pana Nosa, które przedstawiają jeden dzień z jego 30-letniego życia.
Obecnie Pan Nos ma lat 21, więc śledząc jego przygody będziemy mogli wnioskować, która z dwóch wizji spełni się. Będziecie mieli okazję również bliżej zapoznać się z w/w.
Zachęcam do czytania.
Jeden dzień z przyszłości Pana Nosa (lat 30).
To ciekawe. Nie potrzebuję budzika by codziennie budzić się o szóstej rano.
Pierwsze co robię po otwarciu oczy to przewracam się na drugi bok i widzę Ją,
jak swoimi delikatnymi dłońmi otula poduszkę. Przez chwilę wpatruje się w nią a potem
przysuwam się bliżej. Nigdy nie śpimy przytuleni. Wydaje mi się, że nikt tego nie robi.
Przecież nie można całą noc leżeć bez ruchu. Kiedyś to lubiłem, kiedy Ona jeszcze
studiowała i ciągle mi jej brakowało. Teraz jednak śpimy każde na swojej stronie łóżka.
Nasze łóżko w ogóle trudno nazwać łóżkiem. W zasadzie to wielki materac, który swoją
powierzchnią przykrywa całą podłogę w sypialni. To był mój pomysł i trochę się bałem,
że jej się nie spodoba ale na moje szczęście była nim zachwycona. Tak więc zbliżam się do
niej i obejmuje ją. Nie wiem nawet czy jest tego świadoma bo prawdopodobnie nawet się nie
budzi ale podświadomie uśmiecha się i chwyta mnie za dłoń. Czuję zapach jej włosów i chwilę
tak leżymy. Potem całuję jej policzek i wstaję. Czasem, pocałunek budzi ją i wtedy odwraca
się do mnie całuje mnie i... zresztą nie będę się wdawał w aż tak intymne szczegóły...
W każdym razie co jest trochę dziwne za każdym razem kiedy wstaję nie mogę odejść od
łóżka nie upewniwszy się uprzednio, że jest dokładnie okryta kołdrą. Tak, jestem
nadopiekuńczy ale myślę, że jej to odpowiada, w każdym razie nigdy się na to nie skarżyła.
Zawsze wstaję przed nią. Wskakuję pod prysznic, golę się, i do kuchni na śniadanie.
Zawsze z rana czuje się rześki. Pamiętam kiedyś, że zawsze rano byłem zaspany i źle się
czułem po obudzeniu. To się zmieniło chyba dzięki Niej. Zmieniła mój tryb życia na
kilkakrotnie zdrowszy. Nie palę. Rzuciłem palenie dla niej, bo chociaż nigdy tego nie
mówiła wiem, że przeszkadzał jej dym w naszym mieszkaniu. No ale dość już o tym. Na
śniadanie zazwyczaj jem kanapki, ale czasem gdy mam dużo czasu przygotowuje coś także
dla Niej. Łapię za kask i wychodzę. Zawsze dokładnie zamykam drzwi. Może to trochę
chore ale jak już pisałem jestem nadopiekuńczy i nie darowałbym sobie gdybym kiedyś
nie dopilnował Jej bezpieczeństwa. Odpalam motocykl, zaciągam ssanie i czekając jakieś
5 minut aż zagrzeje się silnik wdaje się w rozmowę z sąsiadem, który proponuje,
żebyśmy wieczorem wpadli do nich na kolację.
- Dam Ci znać koło 13-14 - odpowiadam i wsiadam na motocykl.
To moje hobby. Pierwszy motocykl kupiłem mając chyba 15 lat i do tej pory mi się to
nie znudziło. Cieszę się, że nigdy nie musiałem z tego zrezygnować. Wiem, że Ona się
trochę o mnie boi. Ale od kiedy jestem z Nią zmieniłem się. Nie wyprzedzam na trzeciego,
nie jeżdżę na jednej gumie, nie rozpędzam się pomiędzy dwoma światłami do 220.
Wiem, że teraz moje życie jest ważne, bo muszę ją chronić.
Kiedy dojeżdżam do pracy dzwonię do Niej. Już wstała i szykuje się do wyjścia.
Prowadzimy zakład fotograficzny. Kojarzy się to zwykle ze zdjęciami do dokumentów, ale
my, a właściwie Ona robi zdjęcia do kolorowych czasopism. Czasem lubię na to patrzeć.
Pojawia się modelka Pani Co-To-Nie-Ona ĄĘ. I po pięciu minutach spędzonych z Nią zostaje
Panią Oczy-Jak-Pobity-Spaniel Czy-Tak-Dobrze-Proszę-Pani. Ona robi także zdjęcia
artystyczne, które często wystawiane są
w różnych galeriach zwykle pozwala mi komponować muzykę na swoje wernisaże. Kilkakrotnie
zdarzyło się że dochód z takiej wystawy przewyższał moją pensję, ale nie przejmuje się
tym. Cieszy mnie to. Ważne, że robi to co lubi. Kilka razy w tygodniu prowadzi także
popołudniowe zajęcia
z plastyki dla dzieci z biednych rodzin. Robi to charytatywnie. Wiem, że to tylko
złudzenie ale lubię myśleć, że te dzieciaki nie skończą zaćpane w bramie bo sztuka
ich pochłonie i zmieni priorytety w ich życiach. Wchodzę do biura i witam się ze znajomymi.
Większość moich pracowników to moi przyjaciele. Często radzą się mnie w trudnych sprawach.
Traktują mnie trochę jak swojego mentora co bardzo mi schlebia. Około 13 znów do niej
dzwonię sprawdzić czy wszystko Ok. Często opowiadamy sobie przez telefon śmieszne wydarzenia
z pracy. Zgadza się pójść wieczorem na kolację do sąsiadów. Siadam za biurkiem i korzystając
z chwili wolnego czasu zastanawiam się czym dzisiaj ją zaskoczyć. Uwielbiam to robić i wiem
że Ona też to uwielbia. Uszczęśliwianie Jej stało się jedynym moim celem w życiu.
I dopóki mi się to udaję ja też jestem szczęśliwy. Już wiem. Pomysł, który od dawna
chodził mi po głowie. Wywołam w niemożliwie wielkim formacie nasze ulubione Jej zdjęcie
i powieszę w naszej sypialni. Niby nie jest to nic niesamowitego. Ale na pewno
sprawi Jej radość. Mi też.
Czas w pracy zlatuje mi bardzo szybko. Po pracy jadę do naszego studia i jeśli ona jest
już wolna wsiadamy razem na motor i jedziemy na basen, siłownię, saunę lub zajęcia z
samoobrony. Jeśli jesteśmy zbyt zmęczeni zabieram ją na obiad do naszej ulubionej
restauracji. Po powrocie do domu oglądamy jej prace. Często znajduje we mnie oparcie
kiedy nie jest pewna czy są dobre. Zwykle jestem bezwzględny w ocenie jej pracy ale
Ona o tym wie i wszystko dzieli na pół. Już późno. Bierzemy butelkę wina i idziemy na
kolację do sąsiadów. Często takie kolacje trwają do późnej nocy. Zwykle spędzamy je
wymieniając się wydarzeniami dnia, przechwalając się który z Panów czego to on sobie nie
kupił lub po prostu oglądając jakiś film. Dobrze jest mieć blisko siebie takich ludzi
jak oni. Wiemy, że zawsze możemy na nich liczyć. No dobrze, musimy już lecieć bo jutro
do pracy. Ja wchodzę jeszcze do internetu, Ona włazi pod prysznic by po kilku minutach mnie
zawołać. W naszym życiu pomimo tego, że tak długo jesteśmy już ze sobą nie brakuje
namiętności. Nigdy nie potrzebowałem żadnej "odmiany", "skoku w bok", "fajne to jej ciało
tylko żeby było trochę bardziej obce" i te sprawy. Nic z tych rzeczy.
Wciąż mnie fascynuje i
myślę, że tak samo jest z Jej strony. Ufam Jej. Ufam Jej tak, że nawet jeśli w żartach
flirtuje w mojej obecności z jakimś facetem ja również się z tego śmieje. Wiem, że to
żarty w związku z czym facet nie ma przestawionego nosa.
Potem Ona kładzie sie do łóżka a ja łapię za gitarę i cichutko gram dla Niej Jej ulubione
melodie a kiedy widzę, że już powoli zamyka oczy, gram kołysankę, którą napisałem dla
Niej dziewięć lat temu. Czasem zastanawiam się jak potoczyło by się moje życie gdyby nie
udało mi się Jej przekonać żeby do mnie przyjechała. Gdybym się poddał. Prawdopodobnie
stoczył bym się w dół po równi pochyłej po której toczyłem się już od jakiegoś czasu.
Wiedziałem, że Ona się boi, przyjechać, zakochać i na jakiś czas utrudnić sobie życie.
Teraz oboje wiemy, że było warto.
Wstaję, odstawiam gitarę, całuję jej policzek i kładę się obok Niej.
Pan Nos
K O N I E C
Jeden dzień z przyszłości Pana Nosa (lat 30).
W małej kawalerce niedaleko centrum warszawy około piątej rano
rozległo się głośne "kurwa mać". Tak to ja. Trzydziestoletni Pan Nos. Wkurwiony
jak zwykle kiedy rano muszę wstać do pracy. Wstać muszę, bo specjalnie wieczorem
kładę budzik z dala od wyrka po to żebym nie mógł go wyłączyć bez podnoszenia tyłka.
Dźwięku budzika nie zniosę nawet przez pół minuty więc gwałtownie zrywam się i czuję,
że moja głowa za chwilę wybuchnie o ile prędzej nie rozbiję jej potykając się o którąś
z pustych butelek walających się po podłodze. Po wyłączeniu budzika udaje się do łazienki
gdzie stając przed lustrem zapalam pierwszego tego dnia papierosa i po raz kolejny zadaje
sobie pytanie "po co mi to było?". Tak, piję. Wczoraj znów przed komputerem wypiłem
niezliczoną ilość alkoholu. I chociaż zadaje sobie to pytanie, na które właściwie nie
potrafię sobie odpowiedzieć, chociaż wiele razy próbowałem wiem, że ta sama sytuacja
powtórzy się dziś wieczorem. Podczas kąpieli zwykle przysypiam w wannie. Nie jestem w
stanie odmówić sobie porannej kąpieli. Rozgrzewa mnie i zmywa ze mnie bród pijaństwa.
Więc wchodzę do wanny chociaż wiem, że w niej przysnę. To ze zmęczenia. Mój lekarz mówi,
że pomimo tego, że mam silny organizm bo uprawiam dużo sportu powinienem trochę przystopować.
Z pracą, piciem i papierosami. Śniadania nie zjadam. Może dlatego, że nie ma mi go kto zrobić.
Sam jestem zbyt leniwy więc wolę być głodny. Ubieram się w garnitur, teczkę stawiam przy drzwiach
i pijąc kawę i paląc kolejnego papierosa odliczam minuty do "godziny 0" o której to zwykle wychodzę
do pracy. Mógłbym wyjść już teraz, ale nie chcę później nudzić się w biurze. Wstaję. Kubeczka nie myję
bo wiem, że jestem jeszcze zbyt zaspany do wykonania takiej czynności więc tylko odkładam go
na stertę brudnych naczyń. Przez głowę przelatuje mi pytanie jaki środek lokomocji wybrać do pracy.
Ale z góry znam odpowiedź. O jeździe motocyklem nie ma mowy. Wciąż czuję w głowie wypity wczoraj
alkohol. Łapię więc leżące na komodzie kluczyki od auta i wychodzę na klatkę gdzie spotykam
sąsiada. Przez moją głowę przylatuje krótkie "kurwa mać". I zaczęło się. Z ust sąsiada wylatuje
potok słów, wrzasków, które wpadają do mojej głowy jednym uchem a wypadają drugim.
-...co noc to samo! Napierdalasz Pan na tej gitarze na cały regulator. Żeby to chociaż
muzyka była! Dzieci spać nie mogą!...
Odpyskuję się wypowiedzianymi z pogardą słowami:
-Mam Ci przypierdolić?
Na co sąsiad odwraca się od podlewanych kwiatów na klatce i jak gdyby nigdy nic wraca do siebie.
Zbiegam na dół po schodach bo nie chce mi się czekać na windę. Wiem, że windą było by szybciej ale
nie lubię bezczynności. Po drodze zaczynam się zastanawiać nad tym jak potraktowałem sąsiada. Po raz
kolejny. Mój terapeuta mówi, że w moim umyśle jest ciągle za dużo frustracji, które wywołują u mnie agresję.
Agresja ta jest przyczyną kolejnych frustracji. Zespół Backenpierdziala-duperela. Mądrala, kurwa jego mać. Tyle to i ja wiem.
Wsiadam do mojego czerwonego porsche na którego utrzymanie ledwie mnie stać. Ostatnio wypieprzyło
cewkę na jednym cylindrze ale nie chce mi się tego robić. Lenistwo. To mnie zabije.
Wsiadam do auta i na 7 cylindrach jadę do pracy. Po drodze włączam radio i swoją ulubioną płytę i dre się
na cały głos. To mnie rozbudza i trochę poprawia mi humor. Parkuje samochód i wchodzę do swojego biura.
Praca to coś co pozwala mi się oderwać od całego tego syfu, który nazywamy życiem. Jest jeszcze kilka takich
rzeczy. Wspinaczka, której nie mogę przecież uprawiać codziennie. Alkohol, który kiedyś doprowadzi mnie albo do
zapicia się na śmierć albo do zawału czy innych tego rodzaju historii. Zapomniałem powiedzieć stres w moim życiu
przyprawił mnie o nadciśnienie. Ale mam to w dupie. Każdy się kiedyś prędzej czy później na coś przekręci.
No i najważniejsze to muzyka. Czasami potrafię godzinami siedzieć w fotelu i słuchać ulubionych kawałków.
Kiedy sie już wstawię łapię za gitarę i wyobrażam sobie, że udało mi się coś osiągnąć. Oto Wielki Pan Nos i
Banda Nieudaczników (najlepsi muzycy jazzowi świata).
Niepotrzebnie się rozpisałem. Może to dlatego, że nie mam z kim porozmawiać. Moi przyjaciele odwrócili się
ode mnie i sam wiem, że na to zasłużyłem. Zespół Backendupka. Wyładowywałem na nich moje frustracje i wiecznie
czułem się przez nich pokrzywdzony aż w końcu stwierdzili jeden po drugim, że mają mnie w dupie. I dobrze.
Sam też sobie jakoś radzę.
W biurze czeka już kawa. Moja sekretarka się mnie boi. Takie mam wrażenie. Pewnie pomyślicie, że Pan Nerwus wyładowuje
się na niej ale to nie prawda. Nigdy nie byłem dla niej nie miły ale widocznie była świadkiem zbyt wielu
awantur z moimi pracownikami. Bandą tempaków do których nie docierają proste słowa. Użeram się z nimi, ale lubię to.
Wiem, że pomimo iż jestem ostry dla wielu jestem autorytetem ale to tylko dlatego, że nie znają mnie prywatnie.
Kiedyś lubiłem spotykać się z ludźmi po pracy, ale teraz spędzam czas wolny sam. Nie wiem czemu, tak po prostu jest i
chyba już będzie. Przestałem wierzyć, że w moim życiu coś się zmieni.
Czas w pracy zlatuje mi bardzo szybko. Wiem, że tu jestem coś warty bo zawsze wszystko dopinam na ostatni guzik.
To chyba ostatnie miejsce gdzie jeszcze coś mogę osiągnąć. No, są jeszcze góry ale przecież się starzeję...
Wychodzę z pracy, wsiadam samochód i tkwiąc w korkach obrzucam innych kierowców wyzwiskami. Parkuję samochód pod blokiem
i idę do sklepu. Ta sama historia, która powtarza się od wielu lat. Kupuję bułki, coś do posmarowania i zastanawiam się
czy nie wypiłbym sobie dzisiaj jednego piwka. Tylko jednego, bo przecież nie mogę się schlać tak jak wczoraj. Przecież
jutro idę do pracy. No dobrze, kupię cztery będzie zapas na kilka dni. Wchodzę po schodach i widzę sąsiada, który szuka czegoś
w skrzynce na listy. Na mój widok odwraca twarz. Podchodzę do niego.
- Wie Pan, głupio mi strasznie. Przepraszam Pana za rano. Strasznie się zestresowałem, że się spóźnię do pracy i dlatego
tak wybuchnąłem.
- Pan nie przeprasza tylko się zastanowi nad sobą. Jesteś Pan pijak i cham. To się w końcu na policji skończy.
Przez chwilę próbóję zapanować nad sobą ale emocje biorą górę.
- To chuj ci w dupę. Przecież kurwa przeprosiłem. I nie strasz mnie policją bo ci tak mordę obiję że przez tydzień
cie będą mylić z psem pluto.
Odwracam się nie czekając na jego reakcję bo boję się że mnie sprowokuje i słowa obrócą się w czyny.
Idę do siebie siadam w fotelu i gapie się w swoją komórkę zastanawiając się do kogo by tu zadzwonić. Z kim się napić.
Dzwonię do kilku kumpli ale słyszę tylko. Nie mogę, bo żona, bo dzieci, bo praca, bo gówno...
Wkurwiony otwieram pierwsze piwo i włączam płytę swojego ulubionego zespołu. Zamykam oczy. Mija jakiś czas i wtedy
orientuje się że zaraz zamykają sklep a ja wypiłem już cały browar. Lecę więc do sklepu i kiedy tylko otwieram jego drzwi
Widzę już sprzedawce wystawiającego na ladę cztery piwa. Płacę i wychodzę zastanawiając się czy mam problem z alkoholem.
Ale chyba nie mam, bo przecież w pracy daję radę nie pić. Wracam do siebie i po raz kolejny pijąc piwo przeglądam
zawartość World Wide Web, której przez tyle lat powinienem się już chyba nauczyć na pamięć, ale nic innego nie mam do roboty.
Może gdyby kiedyś sprawy potoczyły się inaczej. Miałbym cel, byłoby dla kogo się starać. Ha! Właśnie przypomniałem sobie,
że pominąłem temat, który na pewno każdego interesuje. Kobiety. Jestem sam i zamierzam być sam aż do śmierci.
Może to dlatego, że zbyt wiele razy zostałem skrzywdzony? Jeszcze jakieś pięć lat temu potrafiłem spotykać się z
dziewczynami ale nie wytrzymywały ze mną dłużej niż dwa tygodnie bo ciągle czuły się porównywane do Tej Jednej.
Czasem kiedy jestem już dobrze zaprawiony, myślę o Niej i płaczę jak dziecko. Bo wiem, że gdyby sprawy potoczyły
się te pieprzone dziewięć lat temu inaczej moje życie było by inne. Nie mógłbym chlać bo musiałbym się starać.
Może by mnie pilnowała żebym nie był chamski dla innych? Przycisnęła żebym przeprosił...
Ale to nie ważne. Nie będę znowu wciskał dygresji bo miałem pisać o tym jak wygląda mój dzień a nie użalać się
nad sobą. Tak więc siedzę przed tym komputerem i chleje resztę piwa. Jak wypije piwo to kołysząc się na nogach udaję
się do kuchni żeby zrobić sobie małego drinka. Kiedy wiem, że więcej już nie dam rady wypić jakimś cudem (nie wiem jakim
ale zawsze mi się to udaje) ustawiam budzik i na czworakach wczołguje się do łóżka a jeśli nie jestem w stanie zasypiam na
fotelu albo na podłodze.
Pan Nos
K O N i E C
Być może żadna z wersji nie okaże się trafiona? Może, któraś z fascynujących przygód odmieni jego wizję przyszłości?
skomentuj (1)